12 przedsiębiorczych inicjatyw dziecka z Kanady

Cameron Herold wychował się w małym miasteczku w północnej Kanadzie. Miał problemy ze skończeniem szkoły. Zdiagnozowano u niego 18 z 19 objawów ADHD.

Kiedy jego ojciec, przedsiębiorca, zorientował się, że system szkolny nie leży jego synowi, postanowił, że… wychowa go na przedsiębiorcę. Tata starał się pokazywać mu funkcjonowanie biznesu. Był uparty, ciężko było go przekonać do swoich racji. Cameron uważa, że to częsta cecha biznesmenów. Pokazuje przykład swojej rodziny. Zarówno on, jego dziadkowie, tata, brat, jak i siostra mają swoje firmy. Uważa, że to jedyny model pracy, który im pasuje. Nie mogliby pracować dla kogoś, bo są zbyt uparci.

Herold, choć sam za szkołą nie przepadał, niedawno został oceniony jako najlepszy wykładowca na magisterskich studiach przedsiębiorczości w Massachusetts Institute of Technology. Przedsiębiorcy, do których dziś przemawia na konferencjach, poza prowadzeniem swoich firm, łączy to, że mieli trudności w szkole.

Tracimy okazję odnalezienia dzieci z żyłką do przedsiębiorczości

W dzieciństwie wygrał lokalny konkurs oratorski, potrafił przemawiać w bardzo młodym wieku. Ma żal do szkoły to, że zamiast rozwijać ten talent, kazano mu dokształcać się z dziedzin, których nie lubił. Nauczyciele kazali mu się bardziej skupić na nauce. Brał korepetycje z języka francuskiego. Wszystko na nic.

Miałem brać korepetycje z tego, co szlo mi źle. Zamiast rozwijać te talenty, które miałem – mówi Cameron.

Kradł wypracowania, ściągał na egzaminach, koledzy odrabiali za niego zadania. Uważa, że to zachowanie typowe dla przedsiębiorcy. Gdy sobie z czymś nie radzi – zatrudnia osobę, która się na tym zna.

Uważa, że szkoły przekonują do myślenia: „hej, zostańmy prawnikami albo lekarzami”. Nikt nie mówi „hej, zostańmy przedsiębiorcami”. Widzi w tym wielki potencjał, bo gdybyśmy mogli przekonać dzieci do zrozumienia przedsiębiorczości w młodym wieku, moglibyśmy jako społeczeństwo rozwiązać wiele współczesnych problemów. Cameronowi nie chodzi o to, by zniechęcać dzieci do zostania prawnikami, ale by stawiać przedsiębiorczość na równi z innymi.

Tracimy okazję odnalezienia dzieci z żyłką do przedsiębiorczości, żeby pokazać im, że przedsiębiorczość to fajna rzecz. Że nie ma w niej nic złego, choć wielu ją oczernia. Jako dzieci, dorastając, mamy marzenia. Mamy zamiłowania i wizje. W jakiś sposób to wszystko jest niszczone – ocenia Herold.

Przeciwnik kieszonkowego

Cameron był wychowany w szacunku do pieniędzy. Gdy rzucił pensa na ulicę, tata kazał mu go podnieść. Mówił, że za ciężko pracuje, żeby jego syn marnował pieniądze.

Cameron uważa, że kieszonkowe kształtuje u dzieci złe nawyki. Kieszonkowe uczy dzieci, żeby myślały o posadzie. Przedsiębiorca nie oczekuje regularnych wypłat. Kieszonkowe przyzwyczaja od małego do stałej wypłaty. To błąd, jeśli chce się wychować przedsiębiorcę.

Cameron zachęca swoje dzieci (w wieku 7 i 9 lat), by rozglądały się po domu i ogrodzie i szukały rzeczy do zrobienia. Ocenia, czy warto wykonać daną pracę, po czym zaczyna negocjacje na linii tata – dziecko. Kształtuje w nich okazję znajdywania okazji do zarobku i umiejętności negocjowania.

Ustalił z dziećmi, że mają po dwie skarbonki. 50% zarobków czy prezentów idzie na ich konto domowe, a 50% na konto zabawek. Z konta zabawek, mogą wydawać, na co chcą. Z konta domowego, co 6 miesięcy wpłacają pieniądze do banku.

Zachęca, by uczyć dzieci sprzedaży. Jego dzieci uwielbiają sprzedawać. Z całego domu zbierają zabawki, z których wyrosły lub ich nie potrzebują i wrzucają ogłoszenia do internetu. Uczą się procesu sprzedaży – że produkt trzeba wycenić, że liczy się opis oferty, że ważne są zdjęcia, że można negocjować. Handel w internecie pozwala też dzieciom doświadczyć kontaktu z oszustami. To nieprzyjemne doświadczenie może okazać się cenną lekcją.

Cameron Herold podczas wystąpienia na konferencji TED.

Przeciwnik czytania bajek

Zamiast czytać bajki, preferuje opowiadanie bajek przez dzieci. Swoim dzieciom pokazuje 4 przedmioty, np. czerwoną koszulę, niebieski krawat, kangura i laptopa. Zadaniem dziecka jest opowiedzenie historii związanej z tymi przedmiotami. Zdaniem Camerona, uczy ich to sprzedawania, kreatywności. Dziecko staje się przedsiębiorcze. Uczy myślenia na gorąco, przy okazji jest dobrą zabawą. Nakłania dzieci do występowania przed ludźmi, choćby przed ich własnymi kolegami.

Pokazuje dzieciom zachowania złych klientów i niezadowolonych pracowników. Wskazuje też tych, którzy obsługują ich wzorcowo. Sugeruje, by rodzice tłumaczyli, czym jest dobra, a czym zła obsługa, będąc np. w restauracji. Te lekcje są na wyciągnięcie ręki.

Dziecięce biznesy Camerona

Sam ma spore doświadczenie w prowadzeniu dziecięcych biznesów. Miał ich aż dwanaście. Omówił je podczas wystąpienia na TEDx w Edmonton w Kanadzie.

Dziecięcy biznes #1 – wieszaki

Pierwszą przedsiębiorczą inicjatywę Cameron rozpoczął w wieku 7 lat.

Przyniosłem do pokoju telefon i obdzwaniałem pralnie chemiczne pytając, ile by zapłacili za wieszaki do ubrania. Do pokoju weszła mama. Skąd weźmiesz wieszaki na sprzedaż? – spytała. A ja na to: chodź zobaczyć do piwnicy. Zeszliśmy do piwnicy, otworzyłem szafkę z tysiącem zebranych przeze mnie wieszaków. Kiedy mówiłem jej, że idę się bawić, od drzwi do drzwi zbierałem wieszaki, i znosiłem do piwnicy. Potem sprzedawałem – opowiada o starcie w biznesie.

Dziecięcy biznes #2 – ramki na tablice rejestracyjne

W wieku 9 lat zaczął chodzić po Sudbury (miasto w Kanadzie) i sprzedawać ramki na tablice rejestracyjne. Tata zasugerował, by znalazł kogoś, kto mu je sprzeda hurtowo.

Dziecięcy biznes #3 – komiksy

Jako 10-latek sprzedawał komiksy podczas wakacji nad Georgian Bay. Rowerem jechał na koniec plaży i kupował komiksy. Na drugim końcu plaży sprzedawał je bogatym dzieciom.

Uważałem to za oczywiste. Kupić tanio, sprzedać drogo. Nie ma co sprzedawać biednym: nie mają kasy. Bogaci mają. Znajdź ich. To oczywiste – tłumaczy.

Dziecięcy biznes #4 – gazety

Mając 10 lat, rozwoził gazety. Wtedy zrozumiał, że napiwki mogą być głównym źródłem jego dochodu. Potem tata kazał mu zatrudnić kogoś do rozwożenia połowy gazet.

Dziecięcy biznes #5 – złom

Tata Camerona miał warsztat samochodowy. Poniewierało się tam dużo starych narzędzi, zużyte blachy i miedź. Ojciec je po prostu wyrzucał. 10-letniemu chłopcu przyszło do głowy, że może ktoś chciałby za to zapłacić.

Jeździłem rowerem po warsztatach i zbierałem złom. Tata zawoził mnie w soboty do skupu złomu, gdzie dostawałem pieniądze. Całkiem mi się podobało. 30 lat później tworzymy firmę wywożącą śmieci – mówi Cameron.

Dziecięcy biznes #6 – poduszki do igieł

W harcerstwie z okazji Dnia Matki nauczył się tworzyć poduszki do igieł z drewnianych klamerek. Ludzie wtedy dużo szyli i potrzebowali poduszeczek, by wsadzać w nie szpilki. Wiedział, że jest na nie zapotrzebowanie.

Pomalowałem kilka sprayem na brązowo. Teraz nie pytałem już „chcesz kupić?” tylko „który wolisz kolor?”. Mam 10 lat, nie odmówisz mi, szczególnie że masz wybór, ciemną lub jasną – opowiada o swoich biznesowych początkach.

Dziecięcy biznes #7 – koszenie trawy

W lecie kosił sąsiadowi trawnik. Zrozumiał, że stałe dochody od jednego klienta to cudowna sprawa. Że zdobycie raz klienta, który płaci co tydzień, jest o niebo lepsze niż sprzedawanie każdemu po jednej poduszce.

Klienci pól golfowych zostawiają na polach wiele piłek. To okazja do zarobku.

Dziecięcy biznes #8 – pole golfowe

Jako przedsiębiorcze dziecko, chodził na pobliskie pole golfowe, by nosić ludziom kije. Zauważył, że na polu było wzniesienie kolo 13. dołka. Siedział tam na składanym krzesełku i pomagał graczom, którym nikt nie nosił kijów.

Wnosiłem im torby na szczyt i dostawałem dolara. W tym czasie moi koledzy przez 5 godzin ciągnęli za facetem torbę i zarabiali 10 dolców. Uznałem to za głupie, bo musisz pracować 5 godzin. To bez sensu. Wymyśl jak zarobić więcej i szybciej – tłumaczy.

Dziecięcy biznes #9 – piłki golfowe

Na polu golfowym była jeszcze inna okazja do zarobku. Było nią szukanie zagubionych piłeczek. Nie on jeden to robił. Wszyscy szukali ich w krzakach i w rowach. Nikt nie nurkował w stawie.

Brodziłem więc w stawie i wybierałem piłki palcami stóp. Podnosiłem je obiema stopami, wsadzałem je sobie do kąpielówek. Było ich tyle, że zacząłem je pakować na trzy sposoby – wspomina Cameron.

Te, które były jeszcze dobre, sprzedawał za 2 dolary za sztukę. Średnie po 50 centów. Te najsłabsze sprzedawał w paczkach po 50 sztuk.

Dziecięcy biznes #10 – brydż

Wielu seniorów gra latem w plenerze w szachy czy brydża. Herold kupował w sklepie zimne napoje i oferował 70-latkom grającym w brydża. Robił tak regularnie. Napój kosztował u niego dwa razy więcej niż w sklepie, a i tak bez trudu znajdował chętnych. Łączył popyt z podażą.

Dziecięcy biznes #11 – okulary przeciwsłoneczne

Jako 14-letni uczeń sprzedawał okulary przeciwsłoneczne wszystkim dzieciom w szkole. Zaczęli go nie lubić, bo ciągle próbował wyciągnąć od kolegów pieniądze. Biznes w szkole nie przetrwał zbyt długo, bo w końcu wylądował na szkolnym dywaniku. Ale opłacało się. Zanim szkoła wstrzymała jego działalność, sprzedał mnóstwo okularów.

Dziecięcy biznes #12 – worki

Nieco później, by opłacić pierwszy rok na Carleton University, sprzedawał studentom worki na wino. Mieściła się w nich litrowa butelka rumu i dwie butelki coli.

Można z nią było niepostrzeżenie pójść na mecz i łykać sobie za darmo. Kosztowały 5 razy więcej niż zwykle, bo dałem na nich nasze uniwersyteckie logo – opowiada Kanadyjczyk.

Dzieciństwo Camerona Herolda pokazuje, na czym polega biznes – na szukaniu okazji, rozwiązywaniu problemów, zaspokajaniu potrzeb i dobrej obsłudze. Każdy młody człowiek, szukający drogi do zarobienia na swoje własne kieszonkowe, powinien się na nim wzorować.